„O pewnych sprawach nie wolno zapominać
- Pamięć nigdy nie jest bezużyteczna"
"Zajrzyj do mrocznego świata, w którym tkane są losy ludzi
Adelice ma szczególny talent. Potrafi tkać materię czasu i przestrzeni. Wiedzieli o tym jej rodzice, którzy usiłowali ochronić ją przed nieumyślnym zdradzeniem swoich zdolności. Każda nastolatka, u której wykryto dar kształtowania rzeczywistości, trafia bowiem w ręce Gildii Dwunastu, czyli tajemniczej, bezwzględnej, niemal totalitarnej organizacji, która rządzi światem – Arrasem. To Gildia decyduje o tym, co mieszkańcy Arrasu jedzą, gdzie mieszkają, kiedy powinni umrzeć… Ich włókna pozostają w rękach Kądzielniczek – pięknych, ale często zawistnych dziewcząt.
Egzamin sprawdzający umiejętności tkackie szesnastoletnia Adelice zdaje znakomicie. Dziewczyna zostaje porwana, jej ojciec zabity, a losy matki i siostry owiane są tajemnicą. Zaplątana w sieć kłamstw i zakazanych miłości, musi odkryć tragiczną prawdę o swojej mocy. Gdy cały znany jej świat wisi na włosku, tylko ona może zadecydować, czy go ocalić, czy unicestwić.
Gennifer Albin stwarza świat, który fascynuje i wciąga od samego początku. Jedną z inspiracji do napisania powieści stał się dla niej surrealistyczny obraz hiszpańskiej malarki Remedios Varo przedstawiający grupę kobiet tkających w wieży płaszcz ziemi. Adelice trafia do krainy znacznie bardziej tajemniczej i niebezpiecznej. Przędza spełnia oczekiwania miłośników literatury fantasy, ale też wychodzi poza ten gatunek i oferuje trzymającą w napięciu opowieść o dorastaniu, rywalizacji i sile charakteru."
-Źródło: Empik
Prędza - Gennifer Albin to zdecydowanie niebanalna książka na długie zimowe wieczory. Nie będę ukrywała tego, że w Matrasie sięgnęłam po nią tylko dlatego, że spodobała mi się okładka. Od której światło odbijało się, rażąc mnie prosto w oczy, także nie bardzo mogłam przeczytać co jest na niej napisane. Kupując ją w ciemno, miałam wysokie nadzieje co do tego wytworu, a mimo to nie sądziłam, że nawet w najmniejszym stopniu zostaną one zaspokojone, rzeczywistość mile mnie zaskoczyła.
Zacznę od minusów tej książki, których kilka znalazłam, pierwszym i najważniejszym jest brak opisów, może nie opisów samych w sobie, ale tych wprowadzających w świat książki. Arras to dla czytelnika nowa kraina, chciałabym się dowiedzieć więcej o tym jak funkcjonuje, w dalszej części książki poznajemy tą krainę coraz lepiej. Jednak na początku byłam naprawdę skonfundowana, gdy autorka raz używała słowa Arras, raz Romen. Już nie mówiąc o tym, jak bardzo denerwował mnie brak wyjaśnień co to jest np. digiplik, chciałam dowiedzieć się jak on wyglądał i więcej o tym jak działał, ale może to tylko ja. Wydaje mi się że autorka nie wykorzystała w pełni, możliwości jakie dało jej stworzenie nowego świata. Pomimo że to było coś świeżego, a wszystko działo się w przyszłości, było wiele rzeczy które znałam z innych książek i nie były dla mnie zaskoczeniem, jak godzina policyjna czy segregacja płaci. To było dość przewidywalne i rozbudziło moje rozczarowanie, oczekiwałam czegoś więcej. W każdym razie na tym chyba kończy się moja lista zażaleń.
Pomimo kilku uwag, było wiele rzeczy, które mnie zauroczyły. Podobała mi się cała wizja tego przepychu kądzielniczek, tego że mają więcej niż inni, przez ich talent. Podobała mi się niższość kobiet w tym świecie, to daje autorce szansę na piękne rozwinięcie akcji w kolejnym tomie/kolejnych tomach książki. Cały ten punkt może prowadzić do rewolucji, a rewolucją można pokierować na różne sposoby. Książka, równie jak okładka, czarowała swoją świeżością oraz nietuzinkową fabułą. Kolejnym plusem w moich oczach był zarys postaci, które miały dwie strony ciemną i jasną. Czarny charakter nie był czarny w całości, miał swoje przebłyski bieli. Każdy miał coś co motywowało jego poczynania. Chęć władzy, zazdrość czy miłość. Wszystko miało swoją genezę. W którejś recenzji tej książki, mogłam przeczytać że postacie były bezbarwne i mdłe, tak samo jak romans głównej bohaterki. Co do postaci zupełnie nie mogę się zgodzić, jeżeli zaś chodzi o romans to cóż... Musiał być on skrywany, a Adelice na każdym kroku była szpiegowana, więc autorka musiała mieć jakieś wyczucie. Być może było ono dość przegięte w stronę, gdzie stał się on troszkę beznamiętny. Owszem, mogło być więcej pikantniejszych dialogów oraz scen, jednak gdyby było ich za dużo, książka straciłaby swój urok, przestałaby być owiana tajemnicą.
Szczególną miłością obdarzyłam Enorę i Valery, ich historia mnie rozczuliła oraz złamała mi serce. Żeby nie powiedzieć zbyt dużo o książce, fabule i jej zakończeniu, skończę tutaj. Gorąco zachęcam do przeczytania tej książki, jest lekka i przyjemna, łatwo się ją czyta, zwłaszcza jeżeli ktoś nie przepada za zbyt długimi, uciążliwymi opisami. A jeżeli ktoś lubi czytać, tak jak ja, przebrnie przez nią w kilka dni.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz